Nie mam na myśli eksperymentów z dopalaczami, czy innymi używkami. Młody inwestor nie powinien bać się eksperymentów, zabawy z giełdą, ba – nawet rzucenia jej wyzwania ;). Najczęściej jednak do tego nie dochodzi.
Młody gracz giełdowy zarządza portfelem jakby prowadził fundusz inwestycyjny. Portfel o wartości 2500zł zdywersyfikowany jest na sześć spółek, a dodatkowy tysiąc złotych jest na lokacie, żeby był pewny zysk. Powód jest oczywisty – strach o pieniądze. Dla większości młodych, niezamożnych ludzi, kwoty rzędu 2000-3000 zł są bardzo duże i wizja ich straty wydaje się bardzo bolesna.

Oczywiście wszystko się zmienia w późniejszym wieku, kiedy to kończy się edukacja i zaczynają prawdziwe wydatki. Wtedy to najczęściej przykładowa kwota 2000zł nie jest niczym wielkim. Choć często życie sprawia, że nawet wtedy obciążeni kredytami i wydatkami, liczymy się z każdym groszem, bardziej niż studenci. Pomimo że inaczej postrzegamy te 2000zł pod względem ich wartości, dalej jakoś niechętnie patrzymy na możliwość straty tych pieniędzy.

Dlatego wg mnie najlepszy czas na naukę inwestowania jest w młodym wieku, kiedy człowiek może jest skłonny do głupich zachowań, ale na błędach się czegoś ostatecznie nauczy. A ewentualne porażki inwestycyjne wcale nie będą go tak wiele kosztować, bo łatwiej odbudować kapitał inwestycyjny rzędu 2000zł, niż 50000zł.

Wszystko to odpłaci się w przyszłości, także osoby zaczynające przygodę z giełdą zachęcam do odważniejszego inwestowania :).